pcHła SZachRAJKa

 

 

          PCHŁA  SZACHRAJKA

 

SCENA I

 

Narrator:       Chcecie bajki? Oto bajka:

Była sobie Pchła Szachrajka.

Niesłychana rzecz po prostu,

By ktoś tak marnego wzrostu

I nędznego pchlego rodu

Mógł wyczyniać bez powodu

Takie psoty i gałgaństwa,

Jak pchła owa, proszę państwa.

 

Miała domek na przedmieściu

Po ojczymie czy po teściu,

Dom złożony z trzech pięterek

I pokojów cały szereg.

Więc salonik i sypialnię,

I jadalnię, naturalnie,

Gabinecik i korytarz,

O cokolwiek się zapytasz,

Wszystko miała, aż jej gości

Zalewała żółć z zazdrości.

 

Narrator:       Wciąż pisała o niej prasa,

                      Artykułów cała masa.  (czyta z gazety)

 

Miała bryczkę, dwa kucyki,

Dojną krowę z Ameryki,

Psa kudłacza, owcę, kurę

Oraz koty szarobure,

Dwa uczone karaluchy

W kuchni pasły sobie brzuchy,

Konik polny Pchle Szachrajce

Co dzień grał na bałałajce,

Jednym słowem miała życie

Ułożone znakomicie.

 

SCENA II

 

Narrator:       Otóż spójrzcie moi mili...       (nagranie turkotu bryczki)

Pchła Szachrajka po obiedzie

Do cukierni bryczką jedzie.

Już z daleka widać z bryczki

Purpurowe rękawiczki.

Pchły ciastkami zwykle gardzą,

 

 

 

Narrator:        Nasza zaś lubiła bardzo 

Rurki z kremem, tort z wiśniami

I babeczki z malinami.

 

(Pchła wchodzi śmiało do cukierni, w pas kłaniają się kelnerzy)

 

Pchła:            Dzisiaj rurki z kremem zjem,

Bo ogromnie lubię krem.

Proszę podać ze trzydzieści,

Stolik więcej nie pomieści.

 

Narrator:       Przy stoliku pchła zasiadła,

Jedną rurkę z kremem zjadła?

 

Kelner I:       Zostawiła pełną tacę.

 

Pchła:            Za tę jedną rurkę płacę!

Do widzenia

 

Kelner II:      Jak rozumieć to należy!

O trzydzieści rurek prosić,

A po jednej mieć już dosyć?

 

Kelner I:        Co to? Czemu

W rurkach wcale nie ma kremu?

 

Kelner II:      Wszystkie puste? Co za kwestia?

 

Cukiernik:     Zjadła cały krem ta bestia!

Olaboga! Proszę mi tu

Kupić jutro flaszkę flitu.

Gdy znów przyjdzie Pchła przeklęta,

Rurki z kremem popamięta!

 

SCENAIII

 

(przerywnik muzyczny)

Narrator wchodzi, trzyma w ręku zaproszenie, podaje lokajowi. Wchodzą goście, witają się z pchłą)

 

Narrator:        Raz, któregoś dnia, przy święcie

Urządziła Pchła przyjęcie.

Gości przyszło co niemiara:

 

Lokaj:           Chrabąszcz, komar, mucha stara,

Przydreptały dwa pająki,

Ćmy, szerszenie i biedronki,

Jedna osa, cztery pszczoły,

Motyl, trzmiel i bąk wesoły.

 

(Goście wchodzą, zamieszanie)

 

Pchła:            Dwa uczone karaluchy

Niech rozniosą placek kruchy,

Pestek, maku, cukru garstki,

A w szklaneczkach jak naparstki

Sok z czereśni, oranżadę

I mrożoną czekoladę.

 

Jestem gościom bardzo rada

I z największą przyjemnością

Coś zaśpiewam miłym gościom.

Dajmy na to... arię z "Toski",

Lecz po włosku, bo znam włoski."

 

Goście:          Brawo!

Niech zaśpiewa, bo ma prawo!"

 

(nagranie arii z Toski)

 

Komar:          Ach jak pięknie pchła ta śpiewa!

                      Niemal bosko, moja „Tosko”!

 

Goście:          Co za głos! 

Niechże jeszcze pchła zaśpiewa!

 

Pchła:            Ach zaśpiewam mili goście

Arię "Halki", już nie proście!

 

Narrator:       Zaśpiewała takim basem,

Że aż goście, co siedzieli

Spadli z krzeseł i z foteli.

 

Żuk:               Niechaj każdy zatka uszy...

Przecież ona nas ogłuszy!

 

Motyl:           Bujda! Mówię Państwu prosto z mostu!

Rzecz wydała się. Po prostu

Nie śpiewała Pchła Szachrajka,

Tylko skrzynka-samograjka,

A karaluch w niej ukryty

Jak na złość pomylił płyty. (wyprowadza zza kulis karalucha)

 

Żuk:              Żuka Pchła ta nie oszuka!

 

 

 

 

 

Narrator:        I zapalił dumnie fajkę

Opuszczając Pchłę Szachrajkę. (Oburzeni goście wychodzą)

No i poszli sobie goście...

O komentarz mnie nie proście.

Po tym smutnym incydencie

Zakończyła pchła przyjęcie.

 

 

SCENA IV

 

Narrator:        Ach przepraszam, mam pytanie

Jak tam Pchełka, miłe Panie?

 

Pokojówka I: Pchle samotność nie służyła...

 

Pokojówka II: Lecz że była bardzo miła,

Miała siedem koleżanek,

Czarujących warszawianek.

 

Pokojówka I: Młodych, ślicznych jak poranek.

Wszystkie pełne elegancji,

W sukieneczkach prosto z Francji.

 

Pokojówka II: Pchła wraz z nimi w karnawale 

  Objeżdżała wszystkie bale.

 

Pokojówka I:  Co dzień każdą koleżankę

 Odwiedzała, filiżankę

 Czarnej kawy wypijała

  I na inne plotkowała.

 

Pokojówka II: A że miała powodzenie,

  Powodzenia jej szalenie

  Zazdrościły koleżanki.

 

Pchła:              A więc tutaj są panienki!

  Odprasować czas sukienki,

  Powymywać wszystkie gary,

  Poustawiać buty w pary!

 

(Pchła podsłuchuje rozmowę koleżanek)

 

Koleżanka I:    Pchła to dziwna jest osoba!

   Cóż się w takiej Pchle podoba?

 

Koleżanka II:   Czy ta wiecznie skromna minka?

   Czy błękitna pelerynka?

 

Koleżanka III:  Purpurowe rękawiczki?

 

Koleżanka IV: Czy te nóżki jak patyczki?

 

Koleżanka V:   Albo może uśmiech słodki,

 

Koleżanka VI:  Albo psoty, albo plotki?... (Wychodzą śmiejąc się)

 

Pchła:            Niegodziwe zazdrośnice!

Niech no tylko je przychwycę,

A już będą trzy kwartały

Pchłę Szachrajkę pamiętały! (Wychodzi)

 

Lokaj:           Rozmyślała cały ranek

I do siedmiu koleżanek

Napisała siedem kartek

bardzo krótko: "Proszę w czwartek

Do mnie, droga koleżanko,

Przyjść na kawę ze śmietanką.

Mówi, żebym się pospieszył,

Koleżanki się ucieszą...

 

(Pchła patrzy przez okno, mówi i wybiega z domu) 

 

Pchła:            Jadą, jadą przez ulice

Koleżanki - zazdrośnice.

Jadą, jadą koleżanki,

Elegantki z morskiej pianki.

 

Witam, cieszę się ogromnie,

Żeście dzisiaj przyszły do mnie!

 

Pokojówka I: Elegantki wchodzą godnie,

Każda jest ubrana modnie.

 

Pokojówka II: Każda w nowym, pięknym stroju

  Najlepszego w mieście kroju.

 

Koleżanka I:   Gdzie jest lustro?

 

Pchła:              W przedpokoju.

 

Koleżanka I:    Co to znaczy? Oczy krowie,

   Krowie rogi mam na głowie,

   I w dodatku krowią postać!

   Apopleksji można dostać!"

 

Koleżanka II:   Ja tak samo, daję słowo,

   Jestem krową, zwykłą krową!

 

Koleżanka III: Co za rozpacz! Czy widzicie?

   Sprawdźcie także swe odbicie!

  

Koleżanka IV:   To są rzeczy niesłychane!

 

Koleżanka V:    Elegantkę zmienić w krowę!

    To jest Pchły gałgaństwo nowe!

 

Koleżanka VI:  Niech się na nas nie porywa

    Pchła Szachrajka niegodziwa!

 

Razem:              Znać nie chcemy koleżanki,

    Co obraża warszawianki! (Wychodzą obrażone)

 

Pchła:            Żadna dobrze nie wiedziała

Jak przemiana ta powstała.

Więc... wyjęłam lustro z ramy,

I wstawiłam arkusz miki,

Dojną krowę z Ameryki

Postawiłam z drugiej strony.

Każdy był więc przeświaczony

Patrząc w mikę należycie,

Że to jego jest odbicie.

Na nic wasze przebieranki

Koleżanki warszawianki!

 

SCENA V

 

Kelner:          Pchła Szachrajka, cóż... niestety,

Rzadko zajrzy do gazety,

Czasem tylko, od niechcenia

Czyta drobne ogłoszenia.

 

Pchła:            O! Niejaka panna Kika

Na ulicy Kopernika

Pragnie uczyć się języka

Angielskiego.

 

Cóż, angielski rzecz niewielka!

A wyglądam jak Angielka,

Jest mi nudno! Mam ochotę

Pannie Kice zrobić psotę!

Jadę wprost na Kopernika,

Tam, gdzie mieszka panna Kika!

 

(Pchła do pokojówki)

 

Pchła:            Panna Kika? Właśnie do niej...

Z ogłoszenia... Chęć mam wielką

Zostać jej nauczycielką.

 

 

Panna Kika:   Ach, jak cieszę się ogromnie

Że dziś pani przyszła do mnie.

W Ameryce mam krewnego

I dlatego angielskiego

Chcę się uczyć na wypadek,

Gdy dostanę po nim spadek.

Mam tu zeszyt i ołówek

Do pisania obcych słówek.

 

Pokojówka I: I zaczęła się nauka.

Panna Kika słówka duka,

Pchle z wysiłku puchnie główka,

Wciąż dyktuje nowe słówka:

 

Pchła:            Tirli - wojsko, pirli - woda

Tirlipirli?

 

Kika:             Wojewoda.

 

Pchła:            Fiki - pole, miki - taczka,

Fikimiki?

 

Kika:             Polewaczka.

 

Pchła:            Limpa - noga, pimpa - droga,

Pimpalimpa?

 

Kika:              Hulajnoga...

 

Pchła:            Widzę, że postępy są w nauce.

                       Chyba kurs dla pani skrócę,

Pani pilność jest wzorowa,

A ten akcent, ta wymowa,

Niech się król angielski schowa!

 

Pokojówka II: Jeszcze tydzień lekcje trwały,

  Dały wynik doskonały.

  Panna Kika, wniebowzięta,

  Wszystkie słówka już pamięta

   I z zeszytu płynnie czyta,

   Jak Angielka rodowita.

 

Pchła:             Jestem dumna z panny Kiki,

 Pimpalimpa, fikimiki! 

 

(Panna Kika wchodzi do kawiarni. Siada przy stoliku. Przychodzi kelner. Kika zamawia „po angielsku”)

 

Kika:             Pipmpalimpa, fikumiku! (Kelner nie rozumie, więc tłumaczy)

                      Proszę lody na patyku. (Zniecierpliwiona)

 

Kelner I:        Ale dziwna rzecz się stała,

Rzecz po prostu niebywała.

Oto wszystkie pchły w lokalu,

Skaczą zwinnie cal po calu,

Przeskakują przez stoliki,

Właśnie stolik panny Kiki

Otoczyły i obległy.

 

(Ludzie rozbiegają się)

 

Kelner II:      Pchły grzeczniutko wkoło siadły

I ze smakiem lody zjadły.

 

Kelner I:        Przerażona panna Kika

Od stolika szybko zmyka,

Już-już dopaść ma dorożki,

A pchły skaczą na pończoszki,

Na spódniczkę, na trzewiki

I w rękawy panny Kiki.

 

Kelner II:      Tu się cała rzecz wydała:

Pchła Szachrajka nie umiała

Po angielsku, bo i skądże?

Chcąc postąpić jednak mądrze,

Nauczyła pannę Kikę

Władać świetnie pchlim językiem

 

Kelner I:        I dlatego pchły na pewno

Wzięły ją za swoją krewną.

 

SCENA VI

 

Narrator:       Pchła Szachrajka po tej psocie

Zamieszkała na Ochocie

I przez dwa miesiące prawie

Nie zjawiła się w Warszawie.

 

Jest karnawał. W karnawale

Wszyscy bardzo lubią bale.

 

Pchła:            Doskonale!

Bal więc będzie, lecz nie u mnie.

Trzeba przecież żyć rozumnie.

 

 

 

 

 

 

(Narrator czyta zaproszenie)

 

Narrator:       Rozesłano zaproszenia,

Że bal będzie u Szerszenia

I że właśnie on zaprasza

Na sobotę. Dobra nasza!

 

Lokaj:            Szerszeń, nic nie wiedząc o tym,

Kładł się właśnie spać w sobotę.

 

Gość I:           W oknach ciemno, gdzie gospodarz?

 

Gość II:          Zaproszenie wnet mu podasz...

 

Gość III:        W zaproszeniu jasno staje,

                       Że pan szerszeń bal wydaje!

 

Szerszeń:       Kto tam? Co to? Zaproszenia?

"Podpis mój jest sfałszowany,

Ktoś zupełnie mi nie znany

Sobie bal wyprawił u mnie!"

 

Lokaj:           A tu goście jadą tłumnie,

Panie w pięknych toaletach,

W autach, sankach i karetach.

 

Szerszeń:       Jak karnawał, to karnawał!

Ktoś mi zrobił brzydki kawał!

 

Wchodźcie, wchodźcie goście mili

Coście dom mój zaszczycili.

(Do siebie)

Co się dzieje do kaduka?!

Ktoś tu chyba guza szuka!

 

(Walc wiedeński, wchodzi pchła, goście są pod wrażeniem))

 

Gość I:           Kto ta dama, ta nieznana?

 

Gość II:         Kto ta piękność, proszę pana?

 

Szerszeń:       Tamta dama? Cóż panowie...

                       Niechże sama wam opowie.

                       (Szerszeń do siebie, zły)

Szerszeń:       Nie mam czym nakarmić gości.

Nic już dzisiaj nie dostanę.

Dam im placki kartoflane!

 

 (Goście tańczą, wśród nich pchła. Szerszeń rozgląda się i szuka winowajcy)

 

Szerszeń:       Gdzie ten nicpoń, gdzie hulaka?

                       Będzie z tego wielka draka!

                       Niech ja znajdę winowajcę,

                       Już ja sobie z nim potańczę!

                       (Szerszeń wraca do gości, zabawia rozmową)

Szerszeń:        Czy zatańczy pani ze mną?

 

Pchła:            Ach, już tańczyć nie mam chęci.

 

Szerszeń:       Coś odmownie główka kręci...(do siebie)

 

Pchła:            Lepiej będzie zejść mu z oczu...(do siebie)

                     

Lokaj:            Chwilę stała na uboczu

                       I jak stała, tak wypadła,

                       Do swej bryczki szybko wsiadła.

 

Pokojówka:    A nim jeszcze kwadrans minął,

Już leżała pod pierzyną. (Przez okno)

 

 

 

SCENA VII

 

Narrator:       Co tam słychać u Szachrajki?

 

Pokojówka I: Na Wielkanoc Pchła Szachrajka

Malowała sama jajka,

 

Pokojówka II: Ubijała białą pianę

Na mazurki lukrowane,

 

Pokojówka I: Nakładała słodką masę

 

Pokojówka II: I orzeszki na okrasę.

 

Pokojówka I: Ucierała przez dzień cały

Mak, wanilię i migdały,

 

Pchła:            Czas już, aby

Służba piec zaczęła baby!

 

(Pokojówki biegną do domu.

Narrator zagląda przez okno i mówi)

 

Narrator:        Przyskoczyły dwie kucharki

Wzięły mąki cztery miarki,

Sypią cukier tarty miałko,

Kręcą żółtka, biją białko...

 

Pchła:            Gdzie podziały się rodzynki?

Nie ma nawet odrobinki!

 

Pokojówka I: Przeszukały dwie kucharki

Wszystkie w domu zakamarki.

Nie ma nigdzie.

 

Pchła:            Gdzie rodzynki? Co to znaczy?

 

Pokojówka II: Poleciała na kominki

  Do sąsiadek po rodzynki.

 

Pchła:            U sąsiadek nie dostałam,

Chociaż wszystkie zapytałam.

Bez rodzynków nie ma ciasta!

Trudno, muszę iść do miasta. ( Pchła wychodzi z domu z koszyczkiem)

 

Pchła:            Czy rodzynki są u pana?

                      

Kupiec:          Nie ma.

 

Pchła:             Nie ma? Ach to rzecz jest niesłychana!

 

 

Pchła:            Nie dostałam ich w kawiarni,

Nie dostałam w owocarni

Ani w sklepach kolonialnych.

To dopiero pech fatalny,

Przecież baby muszę upiec!

 

Kupiec:         Cóż poradzę?

Nie dostałem dziś rodzynków,

Bo rodzynków brak na rynku.

 

(Pchła do siebie)

Pchła:            Każda inna kazałaby

Bez rodzynków upiec baby,

Ale ja? - to rzecz nienowa -

Jestem bardzo pomysłowa.

Właśnie widzę sklep z nutami.

 

(Do sprzedawcy)

Pan łaskawie da mi

Utwór łatwy i zabawny,

I możliwie lekkostrwany.

W święta gości się spodziewam,

Więc im zagram i zaśpiewam.

 

 

 

Sprzedawca:   Piękna pani,

 Coś ładnego znajdę dla niej.

 Może walca? Marsza może?

 Marsze w dużym mam wyborze,

 Dajmy na to, z bardziej znanych

 Marsz żołnierzy ołowianych.

 

Pchła:            Lubię marsze,

Byle tylko nie najstarsze,

Niech pan przegra na pianinie...

Owszem... Pan mi to zawinie...

 

Teraz z marsza po kryjomu

Scyzorykiem w trzy minuty

Powyjmuję wszystkie nuty,

Bo, jak wiecie, każda nutka

Jest czarniutka, okrąglutka,

Kropka w kropkę jak jagódka.

      

                       (pchła wchodzi do domu i woła...)

 

Miłe panie, są rodzynki!

Będą baby bardzo smaczne,

Zaraz sama piec je zacznę.

 

Pokojówka I: Przyszli goście.

 

Pchła:             Przyszli goście? Proście, proście!

                       Kawka smaczna, mam nadzieję,

Ale ciasto, powiem śmiało,

Wyjątkowo się udało.

Zwłaszcza baby z rodzynkami.

Baby, mówiąc między nami,

Są po prostu znakomite!

Jedzcie, proszę, z apetytem.

 

Gość I:          Baby pyszne, daję słowo!

 

Gość II:         Ciasto wyszło koncertowo!

 

Narrator:       No i cóż? Po długim poście

Wszystkie baby zjedli goście

Do ostatniej okruszynki.

A że zjedli też "rodzynki",

Więc im potem tydzień cały

Kiszki głośno marsza grały.

To był właśnie dobrze znany

Marsz żołnierzy ołowianych.

 

 

SCENA VIII

 

(Pchła nudzi się, rozgląda się, wzdycha)

 

Pchła:            Tu nic więcej nie przeskrobię,

Tutaj każdy mnie obmawia,

Trudno. Jadę do Wrocławia.

 

Detektyw:     Rozejrzałem się po cichu

Zdjęła kufry swe ze strychu,

Spakowała wszystkie stroje,

Ulubione szmatki swoje,

Rękawiczki purpurowe

I trzewiczki atłasowe.

 

O do licha, bardzo wcześnie,

Gdy dom tonął jeszcze we śnie,

Po cichutku się ubrała

I na dworzec pojechała.

 

Pchła:            Mam już bilet pierwszej klasy,

                      Dała mi go pani z kasy.

                      Zjem babeczki ze dwa deka

                      I popiję szklanką mleka.

                      Już dochodzi czas obiadu,

A pociągu ani śladu.

 

Detektyw:     Tłum tymczasem ciągle wzrasta,

Nowi ludzie ciągną z miasta

Z walizkami, z tobołkami,

Z dziećmi, z psami, z kanarkami...

 

Pchła:            Och, jak tłoczno! Uf, jak ciasno!

Trudno znaleźć nogę własną!

A tu nowa fala pcha się

W poczekalni i przy kasie,

I w kolejce się ustawia -

Wszyscy jadą do Wrocławia?!

 

Detektyw:      Pani Pchła, choć taka mała

Tak niewiele miejsca miała,

Że na jednej nóżce stała.

 

Narrator:       Gdy już czas był na kolację,

Pociąg wtoczył się na stację.

 

 

 

 

 

Detektyw:     Tłum się rzucił jak szalony,

Biegną ludzie przez perony

Z walizkami, z tobołkami,

Z dziećmi, z psami, z kanarkami...

 

Do wagonów się tłoczyli

Krzycząc, sapiąc i po chwili

Pełny był już każdy przedział,

Jeden człek na drugim siedział.

 

Narrator:       Pchła Szachrajka była mała,

Między ludzi się wmieszała,

Przepychała się wytrwale,

Aż znalazła się w przedziale,

Na kuferku w kącie siadła.

Cera jej w tym tłoku zbladła.

 

Detektyw:      Popychają ją bez przerwy,

A że Pchła ma słabe nerwy,

Więc zgnieciona i ściśnięta

 Z łez ociera swe oczęta.

 

Wreszcie przyszedł maszynista,

Puścił parę i zaświstał,

Z klegami porozmawiał,

Po czym ruszył do Wrocławia.

 

Narrator:       Jedzie pociąg, jedzie, jedzie,

Ludzie tłoczą się jak śledzie.

Choć jest duszno i gorąco

                      Śpią podróżni na stojąco,

 

Tylko Pchła jest nie w humorze,

Bo bez jaśka spać nie może.

 

Pchła:            Pociąg stanął? Co to? Kalisz! 

Mam się gnieść wśród tylu osób?

Wiem, co zrobię! Mam już sposób!

 

Detektyw:      Pchła choć duża nie urosła,

Naraz wielki krzyk podniosła

Naśladując konduktora:

 

Pchła:            Wro-cław! Wro-cław! Komu pora,

Proszę państwa, kto wysiada,

Niech wysiada i nie gada!

Mamy postój bardzo krótki,

Postój krótki - trzy minutki!

 

Narrator:        Ludzie ze snu przebudzeni

Wyskakują jak szaleni,

Skaczą drzwiami i oknami

Z dziećmi, z psami, z kanarkami...

 

Detektyw:      Już po chwili pociąg ruszył.

Pchła się cieszy z całej duszy.

Sama jedna pozostała.

Przedział duży, a Pchła mała,

Wkrótce z dumną miną pawia

Zajechała do Wrocławia.

 

SCENA IX

 

Narrator:       Co tam z naszą Pchłą Szachrajką?

 

Detektyw:     Długi czas się udawało

Pchle z jej psot wychodzić cało,

Aż tu przyszła klapa wreszcie -

Przyłapałem Pchłę na mieście

I zamknięto ją w areszcie.

 

Narrator: I co dalej z nią się stało?

 

Detektyw:     Popłynęły do więzienia

Doniesienia, zażalenia,

Pozwy, skargi, dokumenty...

Sędzia bardzo był przejęty,

 

Sędzia:          Samych pozwów tutaj mamy     (Wchodzi niosąc stos dokumentów)

Trzy lub cztery kilogramy!

Ładną wziąłem sobie pracę!

Na niej całe zdrowie stracę,

Osiwieję, wyłysieję,

Niech się lepiej, co chce dzieje!"

 

Pójdź pan teraz do aresztu

Niech się stawi oskarżona...

 

Pchła Szachrajka?

 

Detektyw:      Otóż ona.

(Pchła wychodzi wystraszona, uśmiecha się nieśmiało, wyciąga rękę)

 

Sędzia:          Żal mi pani... Trudna rada...

Jeśli pani da mi słowo,

Że uczciwie i wzorowo

Odtąd żyć jest pani zdolna,

Wtenczas będzie pani wolna.

(Pchła zawstydzona)

Pchła:            O, pan sędzia się przekona!

Poprzysięgłam właśnie sobie,

Że nic złego już nie zrobię

I że odtąd będę życie

Pędzić bardzo przyzwoicie.

 

Narrator:       Wypełniając przyrzeczenie

Pchła zmieniła się szalenie.

 

(Aktorzy wychodzą po kolei i mówią...)

 

1:                   Była odtąd tak uczciwa,

Jak to tylko w bajkach bywa,

2:                   Aż ją każdy chwalił wszędzie.

3:                   Z takiej Pchły pociecha będzie!

4:                   Ślub jej odbył się w adwencie

5:                   Ja zapewnić mogę święcie,

Że na jej weselu byłem

No i świetnie się bawiłem.

6:                   Miała dzieci pięć tysięcy

7:                  Albo może jeszcze więcej?

8:                   Mało dziś jest takich domków,

Gdzie nie byłoby potomków

Owej słynnej Pchły Szachrajki,

 

Wszyscy:      Ale... to już koniec bajki.

Data modyfikacji strony: 2012-11-02
Ta strona była odwiedzana 384 razy.
© 2005 - 2017 Teatrzyk Promyczek