opOWIEścI sTareJ SzaFY

                                                        SCENA I

 

Połmrok. Bicie zegara. Westchnienie. Skrzypnięcie drzwi szafy.

 

Głos I (rzeczowy, buńczuczny): Cicho! Ależ ci skrzypią zawiasy.
            Znowu przyjdą na strych szukać harcujących myszy.

 

Głos II (delikatny):To zrozumiałe. Każda szanująca się stara szafa może sobie

            poskrzypieć. Od czas do czasu.

 

Głos I: Ostatnio kiedy tu byli od razu wzięli się za porządki.

 

Głos III (zalękniony):  To wtedy straciliśmy naszą drogą przyjaciółkę sofę.

 

Głos II: Bardzo mi jej brakuje. A przecież mogła być jeszcze użyteczna.

 

Głos III: Masz rację. Przetarła się w kilku miejscach i sterczała jej tylko jedna                    
                sprężyna.

 

Głos I: Przestańcie biadolić! I tak wszyscy skończymy na śmietniku.

 

Głosy: Cicho, cicho...

 

 

                                                             SCENA II

 

Diana: Ja się boję!

 

Julka : Czego, przecież to zwyczajny strych!?

 

Diana : A jeżeli tam straszy?

 

Madzia: No właśnie. Wczoraj wydawało mi się...

 

Julka: Cicho!

 

Diana: Ja stąd idę!

 

Zuzia: No co tam z przodu? Wchodzicie, czy nie?

 

Julka: Raz kozie śmierć! Za mną!

 

 

 

Na strychu

 

Diana: O rety, ale czad!

 

Maja: Tu jest jak w muzeum.

 

Zosia: Albo w sklepie z antykami.

 

Magda: Jak to się stało, że nigdy tu nie byłam? Zobaczcie, jaka stara szafa!

 

Zuźka: Piękna! (próbuje otworzyć)

 

Diana: Nie otwieraj!

 

Zuźka: Dlaczego?

 

Diana: Nie oglądaliście filmu “Trup w każdej szafie”?

 

Zuźka: Przestań! (Otwiera szafę, a w niej żartowniś)

 

Krzyk, przerażenie, wszyscy uciekają

 

Zuzia: Przestańcie! Przestańcie, to Piotrek! Wszedł do szafy z drugiej strony.  
            Ta szafa nie ma ścianki!

 

Madzia: Głupek! Przez Ciebie mało zawału nie dostałam!

 

Maja: Słuchajcie, a gdzie jest Julka?

 

Zosia: Pcorwał ja duch z szafy! Łaaaaa!!!

 

Maja: Nie wygłupiaj się, weszła tu razem z nami.

 

Zuźka: Poszukajcie lustra, albo szmatek! Ona je wyczuwa na odległość.

 

                                                 SCENA III

 

Julka: No... Jak wyglądam?

 

Piotruś: Wooow, bajecznie!

 

Maja: Jaśnie Panie, zechcesz zasiąść na tronie? Oto poddani Waszej Wysokości!

 

Julka: Cóż, jak na tak dostojnego władcę, mam strasznie nędzny dwór.

 

Maja: Och, to kwestia czasu. Zechce Wasza Wysokość poczekać?

 

(Szambelan klaszcze w ręce i każdy cos na siebie nakłada w popłochu)

 

Maja: Czy teraz jest dobrze?

 

Cesarz: Szambelanie, dwór cesarski musi się prezentować godnie.

              Bądź co bądź stanowicie moją oprawę. A tak w ogóle wkrótce jest 
              parada, a ja jak zwykle nie mam się w co ubrać.

 

Szambelan: Najjaśniejszy Panie, czy zechcesz przyjąć pewnych krawców,  
                     mówią, że   potrafią uszyć najwspanialsze pod słońcem szaty,
                     takie, jakich nikt na świecie nie ma.

 

Cesarz: Natychmiast wezwać przed moje oblicze! To sprawa niecierpiąca
              zwłoki.

 

Krawiec I: Witaj o najjaśniejszy panie, pozwól, ze zaproponujemy ci utkanie

                    najwspanialszych szat jakie kiedykolwiek były na tym świecie.

                    W dodatku będą to szaty obdarzone magiczną mocą.

 

Krawiec II: O tak panie, nie tylko, że będą niezwykle piękne, z
                     najdelikatniejszego materiału, to pomogą ci rządzić.
                     Otóż nie zobaczy ich nikt, kto nie nadaje się do sprawowania                                   
                     władzy.

 

Cesarz: Doskonale, nareszcie dowiem się, kto nie nadaje się na swoje
              stanowisko.

              Szambelanie, proszę pokazać moim nadwornym krawcom ich miejsce
              pracy.

              Proszę tez wypłacić im tyle pieniędzy, ile będzie potrzeba na utkanie
              moich nowych szat. ( Szambelan chodzi i zbiera słodycze od dworu)

Cesarz: Ja tymczasem udam się do swojej komnaty, by zmienić strój na
              popołudniowy. Dwór podąży za mną by podziwiać moją urodę.

 

                                                      SCENA IV

 

Krawiec I: No popatrz, jak to niewiele trzeba, aby się wzbogacić.

                   Dobry pomysł i pieniądze same pchają się do kieszeni.

                   Zobacz sam ile już mamy.

 

Krawiec II: Muszę przyznać, że pomysł był rewelacyjny, chociaż wierzyć mi       
                     się nie chciało, żeby znalazł się głupek, który w to wszystko          
                     uwierzy. Słuchaj, a co będzie, jeśli znajdzie się jeden, który powie,  
                     że nic nie tkamy, że oszukujemy.

 

Krawiec I: Uspokój się, nikt nie powie.  Każdy pomyśli, że się do niczego nie
                   nadaje i będzie udawał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

                   To dopiero życie... Ciasteczko?

 

 

(Słychać pukanie, wchodzą damy i minister)

 

Krawiec I: Oooo, cóż za zaszczyt... Państwo sobie życzą....

 

Dama I: Przyszliśmy tu z polecenia najjaśniejszego pana. Mamy zobaczyć jak
               postępują prace.

 

Krawiec I: Ależ oczywiście, zapraszamy. Podejdźcie bliżej szlachetne panie.

                   Powiedzcie same, czyż nie piękna tkanina?

 

Krawiec I: Widzę po minach pań, że szaty zrobiły wrażenie. Spójrzcie tylko
                    proszę, jak układają się kolory. Jaki delikatny jest ten materiał.

 

Dama II: Rzeczywiście, jestem pełna podziwu. Jeszcze nigdy nie widziałam
                 takich pięknych barw. Spójrz proszę moja droga....

 

Dama III: Kolory są jak żywe, a jaki delikatny ten materiał. Czy nie
                  moglibyśmy jednak zobaczyć... Eeee, yyyyy.... gotowego już   
                  projektu, bo chcielibyśmy wszystko dokładnie opowiedzieć
                  cesarzowi.

 

Krawiec II: Ależ oczywiście, możecie wzoąć ten projekt. Proszę.

 

Dama I: Bardzo dziękuję. (Ogląda pusta kartkę) To na pewno jest ten projekt?

 

Krawiec I: O tak! Zyz nie jst doskonały? Proszę tylko spojrzeć nalinię fraka.

 

Dama I: Cudowna! Jak ogłam tego nie zauważyć. Spójrz moja droga.

 

Dama II: Eee... No nie jestem pewna, ale...

 

Dama III: Cesarz na pewno doceni to dzieło. Jest przecież znawcą.

 

Krawiec I:  Drogie panie, przekażcie proszę najjaśniejszemu panu, że te wszystkie     
                    pieniądze, które otrzymaliśmy już się skończyły, potrzebne nam są  
                    jeszcze cztery tysiące denarów.

 

Minister: Ależ panowie, to niemożliwe! Nasz skarbiec jest już zupełnie pusty.

 

Krawiec I: No cóż będziemy zmuszeni przerwać pracę. Doprawdy będzie
                   śmiesznie, jak na paradzie cesarz pojawi się bez spodni.

 

Minister: Panowie, nie trzeba się tak denerwować, przekażemy cesarzowi
                 wszystko to, co tu usłyszeliśmy.

 

Krawiec II: To bardzo dobrze. Tymczasem udamy się na spacer. Pracoewaliśmy do              
                     późna i musimy zebrać siły przed tak odpowiedzialnym zadaniem,

                     Jak uszycie spodni jego cesarskiej mości.

                     Zatem do zobaczenia.

 

Minister: My tez musimy wracać. Cesarz si pewnie niecierpliwi.

 

Dama II: Ale jak my to...

 

Dama I: Cicho. To zupełnie nie nasza sprawa.

 

 

                                                          SCENA V

 

Cesarz: No nareszcie, ileż można czekać? I jak? Jak wyglądają?

 

Dama I: Najjaśniejszy Panie, przepiękne!

 

Dama II: Delikatne, barwne!

 

Dama III: Miękkie i lekkie.

 

Minister: I ten fason, najnowszy, światowy. Sam zobacz najjaśniejszy Panie.

 

(Cesarz ogląda kartkę, dwór tłoczy się wokół niego i zachwalają)

 

Minister: Prześliczne, urocze i jakie męskie!

 

Dama I: To będzie wspaniała parada! Nie mogę się już doczekać.

 

Dama III: Jakież kolory!

 

Dama II: Panie, musimy ci jednak trochę zepsuć humor. Krawcom znowu
                 skończyły się pieniądze. Żądają szybko nowych dostaw.

 

Dama I: Grożą, że nie wystarczy na spodnie.

 

Cesarz: To okropne! Trzeba im natychmiast zapłacić.

 

Minister: Ale nie ma z czego! Skarbiec puściuteńki.

 

 

Cesarz: To co robić? Radźcie! Wasz cesarz nie może pokazać się na paradzie

              aż strach powiedzieć - bez spodni.

 

Minister: Panie, musimy pożyczyć pieniądze, nic innego nie przychodzi mi do
                 głowy.

 

Cesarz:  Tego wymaga racja stanu. Pożyczcie!

 

Minister: (do damy)Leć na dół po ciastka!

 

Cesarz: Szykujmy się do parady.


(W tym czasie krawcy objadają się ciastkami, po chwili słychać pukanie i wraca damą z nową porcja ciastek).

                                                  

                                                       SCENA VI

Krawiec I: Poszli?

 

Krawiec II: Nikogo nie ma.

 

(Krawiec I udaje, że szyje)

 

Krawiec II: Co ty robisz?

 

Krawiec I: Jak to? Szyj strój dla najjaśniejszego pana.

 

Krawiec II: Daj spokój, nikt nie patrzy.

 

Krawiec I: A jak ktos wejdzie?

 

Krawiec II: Nawet ja wejdzie od razu wpadnie wzachwyt i będzie udawał znawcę.

 

Krawiec I: Jaki ty jesteś mądry!

 

Krawiec II: A ty zdolny! Pasujemy do siebie. Brat brata nie oszuka...

 

Krawiec I: A cesarza...

 

Krawiec II: Ci...

 

(Pukanie. Wchodzi dama z ciasteczkami)

 

Dama I: Oto zapłata. Co mam powiedzieć cesarzowi?

 

Krawiec II: Proszę powiedzieć, że będziemy pracowali tak długo, aż wszystko
                     będzie gotowe.           

 

 

                                                        SCENA VII

 

(Wchodzi cesarz ze świtą. Krawcy, otrzepują okruchy z ubrania)

 

Krawiec I: Witaj Najjasniejszy Panie! Oto Twoje szaty. Czyż nie piękne?

 

Krawiec II: Oto spodnie, oto frak, a oto płaszcz. Wszystko takie lekkie, jak
                     pajęczyna. Takie cienkie, że się nic na ciele nie czuje, ale na tym
                     polega cała zaleta tych szat .

 

Szambelan: Istotnie.

Krawiec I: Może Jego Cesarska Mość raczy zdjąć swoje odzienie,
                   przymierzymy nowe szaty tu, przed tym lustrem.

 

Dama II: Och jak to ślicznie wygląda na najjaśniejszym Panu.

 

Krawiec II: A krój, czyż nie jest wykwintny?

 

Szambelan: Najjaśniejszy Panie, paradę czas zacząć!

 

Cesarz: Dobrze, jestem gotów, czy strój dobrze na mnie leży?

 

Dworzanie: Wspaniale!

 

(Parada)

 

Dziecko: Znalazłam ich! Babciu! Julka paraduje po strychu w jakiś dziwnych
                majtkach!

 

Wszyscy: Cicho!

 

Kominiarczyk: Posłuchajcie głosu niewinnego dziecka.

 

Pastereczka: On jest nagi! Małe dziecko powiedziało, że cesarz jest nagi.

 

Cesarz: No i dobrze, ale cesarz, to cesarz!

              A co Wy tu robicie gołąbki?

 

Dziecko: Zakochana para Jacek i Barbara, zakochana para....

 

Wszyscy: Cicho!

 

                                                            SCENA VIII

 

Kominiarczyk: My pierwsi odkrykliśmy ten strych.

 

Pastereczka: A widzieliście tą starą szafę, odziedziczoną po prababce?

 

Wszyscy: Widzieliśmy.

 

Kominiarczyk: A kto wiedział, że pradziadek był kominiarzem? Proszę, oto
                           koronny dowód. (Zakłada cylinder)

 

Dziecko: A prababcia pasła gęsi.

 

Wszyscy: Cicho!

 

Pastereczka: Dlaczego nie! Oto pastereczka! (Zakłada wianek)

 

Kominiarczyk: Wyglądasz ślicznie...

 

Pastereczka: Jestem tylko małą porcelanową pastereczką mój kominiarczyku.

                      Nie mam na świecie nikogo, tylko ten stary chińczyk twierdzi,

                      że jest moim dziadkiem.

 

(Taniec pastereczki przy muzyce z pozytywki)

 

Chińczyk: Otóz to! Czas zadbać o Twoją przyszłość. Będziesz miała męża,
                  męża który jak mi się zdaje zrobiony jest cały z mahoniu. Do niego
                  należy cała szafa pełna srebra, nie licząc tego, co jest ukryte
                  w tajnych schowkach.

 

Głos II: Ho, ho... Nic pan nie mówił, że ma pan zamiar si żenić.

 

Głos III: A jaką delikatną wybrał pan panienkę.

 

Głos II: Nie jest pan jednak dla niej w zbyt powaznym wielku? Trochę żal zamykać

              ją w szafie na zawsze.

 

Koźlonogi: Jakiem Koźlonogi chcę ją mieć! Będzie mi tańczyła i polerowała moje  
                   czarne buciki.

 

Głos II: Biedne dziecko...

 

Głos III: Jaki los czeka ją z tym tyranem?

 

Pastereczka: Ja nie chcę iść do ciemnej szafy! Słyszałam, że on ma tam  
                       jedenaście porcelanowych żon.

 

Chińczyk: Więc ty możesz być dwunastą. Tej nocy, gdy stara szafa zatrzeszczy
                   odbędzie się wasze wesele.

                   Jest to tak pewne jak to, że jestem porcelanowym Chińczykiem.

 

(Zasypia)

 

Pastereczka: (do Kominiarczyka) Chcę Cię o coś prosić. Chodź ze mną w
                       szeroki świat, bo tutaj nie możemy zostać.

 

Kominiarczyk: Zrobię wszystko, czego chcesz. Idziemy natychmiast! Zdaje mi
                          się, że mój zawód zapewni nam utrzymanie.

 

Pastereczka: Nigdy nie będę szczęśliwa, dopóki nie wyruszę w szeroki świat!

 

Postacie z szafy: Uciekają! Uciekają! (Z radością)

 

Chińczyk: Stójcie, jestem zbyt kruchy, by pędzić za wami!

 

Pastereczka: Stary Chińczyk nas goni!

 

Głos II: Widzisz coś? Uciekli mu?

 

Głos III: Nie wiem. Zniknęłi mi z oczu.

 

Głos II: Wychyl się trochę!

 

Głos III: Przecież wiesz, że nie mogę.

 

(Rumor)

 

Głos III: Wiedziałem, że tak się to skończy. Rozbił się!

 

Głos II: Ale się porobiło...

 

Kominiarczyk: Tutaj! (Chowają się, słychać rumor, Chińczyk przewraca się)

                           Co to było?

 

Pastereczka: Nie wiem, tutaj na razie jesteśmy bezpieczni.

 

Kominiarczyk: Mam myśl! Ukryjmy się w wielkiej wazie.

 

Pastereczka: To nie pomoże. Wiem, że stary Chińczyk i Wielka Waza byli
                       kiedyś zaręczeni. A to zawsze stawrza pewną zażyłość.

 

Kominiarczyk: Czy masz rzeczywiście odwagę iść ze mną w daleki świat? Czy
                           pomyślałaś jaki ten świat jest wielki. Nigdy nie będziemy
                           mogli tutaj powrócić?

 

Pastereczka: Pomyślałam!

 

Kominiarczyk: Jedyna droga prowadzi przez komin. Musimy przejść przez
                          piec, żelazne ruszty i rury, dopiero wtedy przedostaniemy się do  
                          komina. Wejdziemy tak wysoko, że nie będą się mogli do nas dostać.              
                         W górze znajdziemy otwór, który nas wyprowadzi w daleki świat.

(Podchodza do drabiny)

 

Pastereczka: Jak tam czarno!

 

Kominiarczyk: Chodź ze mną, nie bój się! Daj rękę! Śmiało! Teraz jesteśmy w  
                           kominie!

                           Patrz, patrz, tam w górze świeci najpiękniejsza gwiazda!

                          (Na górze drabiny) To jest świat!

 

Pastereczka: To za wiele dla mnie. Nie zniosę tego! Świat jest za duży.   
                       Chciałabym wrócić na stolik pod lustro. Nie będę nigdy szczęśliwa,
                       dopóki tam nie wrócę.

                       Poszłam za Tobą w szeroki świat, więc możesz mnie teraz
                       poprowadzić z powrotem, jeśli choć trochę mnie kochasz.

 

Kominiarczyk: Kocham, ale bądź rozsądna. Stary Chińczyk nie ustąpi, dał słowo.

                          Nie przeżyję, jeśli zostaniesz żoną Koźlonogiego.

 

Pastereczka: Nie wyjdę za niego, tylko wróć ze mną. Będę tak długo prosiła  
                      dziadunia, aż zmieni zdanie.

 

Kominiarczyk: Chodźmy zatem! Ostrożnie! Już niedaleko! Słyszysz coś?

 

Pastereczka: Nic! Cisza.

 

Kominiarczyk: Wchodzimy!

 

Pastreczka: To straszne! Dziadunio rozbił się na kawałki z naszej winy, nie
                      przeżyję tego.

 

Kominiarczyk: Można go będzie skleić. Nie rozpaczaj tak. Jak mu skleje grzbitet

                           i przylepię głowę, będzie znów jak nowy. I jeszcze powie nam
                           niejedno przykre słowo.

 

Kominiarczyk: Dalekośmy zaszli. Mogliśmy sobie zaoszczędzić tych wszystkich
                          trudów.

 

Pastereczka: Gdyby tylko skleili już starego dziadunia. Czy to będzie bardzo
                      drogo kosztowało?

 

Kominiarczyk: Nie martw się, szybko sobie z nim poradzą.

 

Chińczyk wychodzi zza parawanu

 

Głos II: No, proszę! Całkiem dobrze wygląda.

 

Głos III: Gdyby nie ten kołek w szyi...

 

Głos II: Nie bądź uszczypliwy! Najważniejsze, że jest cały.

 

Koźlonogi: Pan bardzo zhardział, od czasu kiedy się pan rozbił na kawałki.

                   Nie wydaje mi się, żeby to był powód do dumy.

                   Czy dostanę twoją wnuczkę za żonę, czy nie dostanę?

 

Pastereczka: Dziadku, zlituj się!

 

Julka: Bawicie się jak dzieci! Chińczyk nie da mu zgody, bo nie może kiwnąć
           głową.

           Wobec tego porcelanowi kochankowie połączyli się i błogosławili kołek  
            dziadunia.

 

Dzieci: Będzie wesele, będzie wesele!

 

                                                       SCENA IX

 

Świecznik: Był sobie pewnego razu imbryk do herbaty, dumny z porcelany,
                   z której był zrobiony, dumny ze swej wspaniałej szyi i dużego ucha.

 

Dzbanek: Miał on szyję z przodu, ucho z tyłu i o tym wciąż mówił.

 

Cukiernica: Nie mówił zaś nigdy o swej pokrywce, która była stłuczona i sklejona,

                     co było wielkim brakiem.

 

Dzbanek: Niechętnie mówi się o swych brakach, z resztą po co? Inni to przecież

                  robią za nas.

 

Imbryk: Znam ich. Znam także dobrze moje wady i uznaję je, na tym właśnie  
               polega moja pokora i skromność. Wszyscy mamy wady, ale posiadamy            
               także i zalety.

               Filiżanki mają uszka, cukiernica ma pokrywkę, a ja mam jedno i drugie.

               I jeszcze coś, czego oni nie posiadają - szyję, która sprawia, że jestem   
               królem stołu.

 

Filiżanki: Pchi!

 

Filiżanka I: Spójrz jak się nadyma.

 

Filiżanka II: Jeszcze trochę i pęknie z pychy.

 

Filiżanka III: Jak umiejętnie odwraca uwagę od tej wyszczerbionej pokrywki.

 

Filiżanka IV: Tak się zajął sobą, że zupełnie zapomniał o herbacie.

 

Filiżanka V: No właśnie! Już czas na herbatę!

 

Imbryk: Spokojnie. Za chwilę w moich wnętrznościach chińskie listeczki
               rozpuszczą się w gotowanej, pozbawionej smaku wodzie.

 

Świecznik : Długo tak jeszcze będzie się sobą zachwycał? Moje świece zupełnie       
                     przygasły.

 

Cukiernica: Ja cierpliwie czekam na swą kolej, ale dzbanuszek na coraz  
                     kwaśniejszą minę.

 

Dzbanuszek: To zrozumiałe. Martwię się o śmietankę.

 

Filiżanki: Czy możemy prosić o herbatę?

 

Imbryk: Ależ oczywiście. Właśnie udaję się po wrzątek.

 

(Za sceną rumor i odgłos tłuczonego szkła)

 

Filiżanka I: Co to było?

 

Filiżanki (2, 3, 4) : Imbryk! (Biegną, na miejscu komentują)

 

Filiżanka II: Ha! Ha! Ha, zobaczcie jak się rozpłaszczył.

 

Filiżanka I: jestem królem stołu! Ha, ha! I co teraz powiesz?

 

Filiżanka IV: Teraz jest królem podłogi! (Wszyscy się śmieją)

 

Filiżanka III: Zobaczcie! Słynna szyja wygląda jak porzucony znak zapytania.

 

Filiżanka IV: I po co było się chwalić?

 

Cukiernica: Żałosne skorupy.

 

Dzbanek: Tak się przeraziłem, że aż zważyła się śmietanka.

 

Świecznik: Wobec tego przyjęcia nie będzie.

 

Filiżanka I: Ale dlaczego?

 

Filiżanka II: Miało być tak wesoło...

 

Filiżanka III: I elegancko.

 

Świecznik: Nie mamy herbaty!

 

Cisza

 

Filiżanka I: No właśnie.

 

Filiżanka II: Tak... Nie będzie już herbaty.

 

Filiżanka III: Chodźmy!

 

Cukiernica, Dzbanek: Tak, tak chodźmy.

 

Głos II: Biedny imbryk, spotkał go ciężki los.

 

Głos III: Najsmutniejsze jest to, że śmieli się z niego, a nie z niezręcznej dłoni,
               która go upuściła na ziemię.

 

Głos I: Dla imbryka to to samo co pogrzeb. Na pewno wyrzucą go na śmietnik.

 

Głos II: Taki jest los przedmiotów, służą tak długo, dopóki są nowe. Kiedy stają się

            stare wszyscy zapominają o czasach, kiedy były piękne i użyteczne. 

 

                                                            SCENA X

 

Dziecko: Hej, gdzie jesteście? Znowu mi uciekli.

               Ojej, co się tu stało? To musiał być piękny

               imbryk do herbaty. Ma śliczne niebieskie kwiatki. A szyja...
               Kiedyś pewnie była smukła i elegancka.

               Trzeba posprzątać, bo się ktoś skaleczy. Ałć! No właśnie!

               Gdzie ja mam chusteczkę? Jest. A to co? Cebulka. Dzisiaj rano sadziłam

               z babcią kwiaty. Zupełnie o tobie zapomniałam.

               Już wiem!

               Cebulko, przedstawiam ci twój nowy domek.

               Imbryku, będzie z ciebie wspaniała doniczka.

               Cieszycie się? Bo ja bardzo. Będę tu do was zaglądać. Pa! (Wychodzi)

 

Głos I: A jednak się pomyliliśmy.

 

Głos III: Czasem los może się odmienić w jednej chwili.

 

Głos II: Myślicie, że teraz imbryk jest szczęśliwy?

 

Głosy: O tak!

Data modyfikacji strony: 2012-11-02
Ta strona była odwiedzana 409 razy.
© 2005 - 2017 Teatrzyk Promyczek