CZeRwONE BUCIkI

Scena I.

 

(Świt w mieście, świeci tylko latarnia, wchodzi starsza wróżka z wielką księgą i różdżką)

 

Adalia: No nareszcie odrobina światła. W tym mieście wszędzie panują
             egipskie ciemności. Z moimi oczami coraz gorzej, a i pamięć nie
             najlepsza. Jak ja mogłam zapomnieć o urodzinach Emilki?

             Zaraz, zaraz... Jeszcze chwila i prezent będzie gotowy.
             Nie ma to jak czarodziejska księga życzeń.

Muzyka. Taniec Emilki.

(Na scenę wbiega Emilka. Trzyma czerwone buciki, ale widząc wróżkę chowa je za siebie)

 

Emilka: Ojej.

Adalia: Masz ci babo placek. Co tak wcześnie Emilko?
              Zazwyczaj śpisz do południa.

Emilka: Och Adalio! Przecież dziś jest ten specjalny dzień.

A: Specjalny? Nic mi o tym nie wiadomo.

E: No nie udawaj. Chyba nie zapomniałaś o moich urodzinach?
     Dziś po raz pierwszy mogę pokazać, co potrafię. Będę czarować!

A: Pamiętałam. Oczywiście, że pamiętałam i dlatego wstałam tak wcześnie.
     Pójdę z tobą do magazynu Urodzinowych Życzeń Specjalnych i pomogę Ci
     wybrać prezent. Nie po to opiekowałam się tobą tak długo, żebyś w dniu
     kiedy zostaniesz pełnoprawną wróżką narobiła sobie kłopotów. To będzie
     bardzo praktyczny prezent.

E: No właśnie! Praktyczne prezenty są nudne!

A: Emilko....

E: Ja już wybrałam prezent. O proszę! (pokazuje buciki)

A: Czerwone buciki! Ależ Emilko!  Masz jeszcze za mało doświadczenia, żeby
      z nich korzystać.

E: Proszę, proszę, proszę... tak o nich marzyłam. Zawsze chciałam spełniać
     marzenia ludzi. Chociaż w ten jeden dzień niech będą tak szczęśliwi, jak ja.

A: Co ja mam z tobą zrobić... Dobrze.

E: Dziękuję!

A: Spokojnie! Jeszcze mój prezent. Oto różdżka. Pożyczam ci ją do zmroku.
     Dzięki niej raz będziesz mogła wejść miedzy ludzi i odwrócić czar
     czerwonych bucików, ale pamiętaj tylko raz.

E: Zobaczysz, nie będzie potrzebna. Wszystko się uda. Już dawno to
     obmyśliłam.

A: Stój! Dokąd pędzisz?

E: Zaniosę buty do pracowni najlepszego szewca w mieście. Tam szybko ktoś je
     kupi i powędrują miedzy ludzi. Muszę zdążyć zanim wstanie słońce.
(Wybiega)

A: Będą kłopoty, oj będą.

 

 

 

Scena II

 

(Wchodzi latarnik i gasi latarnię. Za nim wchodzi Flora, przechadza się i podziwia nowe, czerwone buciki, po chwili wchodzi Rozalka z papierową koroną w ręku)

 

Rozalka: O Flora! Pobawimy się?

Flora: Witaj Rozalko! Może za chwilę. Poczekamy na resztę dzieci.

R: Co tak wędrujesz?

F: Nic nie zauważyłaś?

R: A co miałam zauważyć?

F: Patrz uważnie!

R: Patrzę!

F: I co?

R: I nic.

F: Z tobą tak zawsze. Po prostu gapa. Buty!

R: Buty? Ach, jakie piękne. Czerwone. Skąd masz?

F: Mama mi kupiła. Poszłyśmy rano po zakupy. Zobaczyłam  je na wystawie
    u najlepszego szewca w mieście. Musiałam je dostać.

R: A ja też coś mam! Zobacz!

F: Ładna. Papierowa?

R: Sama ją zrobiłam. Będziemy mogli pobawić się w królestwo.

(wchodzą pozostałe dzieci)

Filip: A nie mówiłem? Ranne ptaszki!

Emil: A jakie piękne! Jeden ptaszek to bocian w czerwonych butkach, a drugi...dudek w koronie.

(Śmieją się. Zabierają koronę i rzucają do siebie. Rozalka biega wokół)

R: Oddawaj, oddawaj, ale już! To dla nas do zabawy!

Ida: Powiedziała „Oddaj”! No?

Filip: Dobrze, już dobrze.

Adelka: Mieliśmy się bawić, a nie kłócić.

F: No właśnie. (Zabiera koronę  i wkłada ją na głowę)
     Ja będę królową, a wy moimi poddanymi.

R: Ale dlaczego ty? To ja zrobiłam koronę!

A: Koronę powinien mieć najmądrzejszy! A ja się najlepiej z was uczę.

E: Chwalipięta!

Filip: Ja się nie zgadzam. Królestwem musi rządzić król. Jest najsilniejszy
          i w ogóle.. jest ten, no... rycerski i umie się bić.

Adelka i Rozalka: A my to co? Nie umiemy? Chcesz spróbować?

Ida: A właściwie dlaczego Ty masz być królową?

F: Bo mam najpiękniejsze czerwone buciki. Nikt takich nie ma.

Ida: Ale my się nie zgadzamy, buty się nie liczą. Oddaj koronę!

F: Nie oddam! Macie mnie słuchać i już (tupie nogą)

Dzieci: Oddaj koronę!

(Flora przestraszona, prawie z płaczem)

 

F: A weźcie ją sobie, nie potrzebuję jej. I was też nie potrzebuję. Marzę o tym
     żeby już nigdy z wami się nie bawić. Chce być sama. Wynoście się!

 

 (Przedziera koronę i rzuca ją)

 

R: (Z płaczem) Moja korona!

Ida: Nie płacz. Zrobimy nową. Chodźcie! (wychodzą)

F: I dobrze! Sama najlepiej się pobawię. Mam takie piękne lalki.

 

Muzyka. Zabawa Flory


(Wychodzi i wraca z lalką. Bawi się, ale za chwilę jest znudzona. Wbiegają dzieci i grają
 w piłkę, wesoło pokrzykują. Flora obserwuje i powoli zbliża się)

 

Muzyka. Zabawa dzieci.

 

F: Mogę się z wami pobawić? Przepraszam, że zniszczyłam koronę.
    Hej nie słyszycie mnie? Patrzcie, tu jestem!

 

(Dzieci wychodzą nie zwracając na nią uwagi)

 

F: Poczekajcie! (wybiega za nimi)

 

Scena III

 

Emilka: Adalio co teraz będzie? Co ja narobiłam? Ta dziewczynka wcale nie
               jest szczęśliwa. Dlaczego nie wymyśliła nic mądrzejszego?

Adalia: Nie wiedziała, że czerwone buciki spełniają marzenia.

Emilka: To ludzie marzą o tym, żeby im było źle?

A: Emilko, ludzie często mówią to, czego nie myślą i sami siebie krzywdzą.

E: To już się nie uda? Nikt nie będzie dziś szczęśliwy?

A: Nie jest tak źle. Dopiero zbliża się południe. A tą dziewczynką się nie martw.
     Zapomniałaś, że masz moją różdżkę? Idź do niej. No idź!
(wypycha ją)

Scena IV

 

(Wchodzi smutna Flora. Emilka wbiega ze skakanką, Flora ożywia się. Emilka skacze)

 

Muzyka. Zabawa Emilki

 

Flora: (Mówi nieśmiało) Pobawisz się ze mną?

Emilka: Może tak...

F: Naprawdę? Poskaczemy razem?

E: Pobawię się z tobą... jeśli dasz mi swoje czerwone buciki.

F: Nie mogę! Mam je od niedawna. Są takie piękne.

(Emilka odwraca się od niej i dalej skacze)

F: Weź je. Nie przyniosły mi szczęścia.

 

(Wbiegają dzieci wołając Florę. W tym czasie Emilka zostawia buty obok latarni i wychodzi)

 

Adelka: Chodźcie, znalazłam ją!

Rozalka: Flora, idziesz z nami?

Flora: Idę, ale poczekajcie. Jest tu nowa dziewczynka. Była tu.

Filip: Flora, ty nie masz butów!

Flora: Nieważne. Mam w domu stare. Chodźcie.

 

Scena V

 

(Wchodzi przekupka z koszem. Woła do nadchodzących)

 

P1: Pospieszcie się! Jak będziecie tak wolno szły, to nam zamkną targowisko.

P2: Łatwo powiedzieć.

P3: Nasze kosze nie sa takie ciężkie, ale Marta chyba dźwiga kamienie.

 

(P4 i P5 wciągają wielki kosz na scenę)

 

P4: Nie damy rady. Nie ma mowy.

P1: Zawołajcie Walerka. On chętnie pomaga za coś do jedzenia.

P: Walerek! Walerek!

Walerek: I po co tak krzyczeć od rana? Wystraszycie wszystkie gołębie w
                 mieście.

P5: Pomóż nam zatargać ten kosz na targowisko. Obiecuję, że zarobisz na
       śniadanie. No, jak będzie?

W: A czy mam inne wyjście? Czy nie słychać jak mi burczy w brzuchu?

P2: Ludzie kochani... Toć to cała orkiestra!

P4: Co my byśmy bez Ciebie zrobiły?

 

(Wychodzą. Głos zza kulis)

 

P4: Dziękujemy, a przyjdź po nas pod wieczór!

 

Scena VI

 

Walerek: Nie można powiedzieć. Śniadanko dostałem porządne. Nawet jabłko
                 mi się trafiło na deser. Ale nóg nie czuję.

 

(Siada pod latarnia na bucie)

 

Walerek: A to co takiego? But! Całkiem niezły trzewik.
                 Piękny buciku, a może masz braciszka?
(Szuka)
Jest i drugi!
                 Kto  mógł takie piękne buty wyrzucić?

 

(Zakłada, maszeruje, podskakuje)

 

Walerek: Ale ze mnie teraz panisko. Dopiero przekupki się roztrajkoczą,
                 jak mnie zobaczą. Oto idzie wielki pan...
                 Pomarzyć dobra rzecz. Przydałoby się teraz godne odzienie do tych
                 butów, piękny dom i chociaż dwóch służących...

 

Muzyka. Wejście sług

 

(Wchodzą słudzy niosąc piękne stroje)


Słudzy: Do usług jaśnie pana

Walerek: Co jest? Żarty sobie stroicie z biednego żebraka? Ładnie to tak?

S1: Panie, oto Twoje szaty. Jesteś właścicielem czarodziejskich trzewików
       i mogłeś wypowiedzieć jedno marzenie .

S2: Spełniło się to, o czym marzyłeś. Oto Twój dom.

W: Więc chodźmy! Jaśnie pan Walerian wraca z dalekiej podróży.

 

Muzyka. Wyjście Waleriana

 

Scena VII

 

(wchodzą przekupki)

 

P1: Walerek! Walerek! Gdzie się ten nicpoń podziewa?

P2: Zawsze dotrzymywał słowa. Biedny, bo biedny, ale swój honor miał.

P3: Może mu się coś stało? Lepiej go poszukajmy.

P4: A co z Martą?

P5: Rzućcie te tobołki i chodźcie! Chociaż tutaj przepchniemy kosz.

P1: Nie martw się Marto, może jutro będzie lepiej i sprzedasz więcej.

 

(Wchodzi Walerian. Przekupki nie poznają go)

 

W: A to co? Zabrać mi to z drogi!

P1: Już zabieramy jaśnie panie!

P2: Proszę się nie złościć. Samie nie dałyśmy rady tego przenieść.

P3: A nasz pomocnik.... szkoda gadać.

P4: Nic po nim i tyla. Ludzie kochane, toć to Walerek!

P1: Gdzie?

P4: No przecie mówię! Tu!

P2: Pan wybaczy babie. Niedowidzi.

W: Nie ma już Walerka. Jest jaśnie wielmożny pan Walerian.
      Z drogi, z drogi przekupki.

P1: Koniec świata.

P2: Patrzcie jak go odmieniło.

P3: Szkoda, a taki porządny był z niego człowiek.

 

(Przekupki zbierają się do drogi)

P1: Zostawcie te kosze. Pójdziemy poszukać pomocy.

P2: A jak kto zabierze towar?

P3: O! Idzie Tom. Może on nam pomoże?

P4: Ten łobuz? Toć strach się do niego odezwać. Najgorszy chuligan na całej
       ulicy. Ty do niego słowo, a on do ciebie dziesięć.

P1: Nie mamy wyjścia. Tom! Tom, chodźże tu!

Tom: Dajcie mi spokój, niczego nie ukradłem! Jędze jedne! Od rana tylko
          „złodziej”, „ulicznik” i „nicpoń”!

P4: A nie mówiłam?

 

(wchodzi latarnik)

 

P1: Panie latarniku, niech pan popilnuje naszych koszy. Pójdziemy po pomoc.

P4: A niech pan trzyma z daleka tego małego.

Latarnik: Popilnuję, idźcie spokojnie.

 

 

 

Scena VIII

 

(Tom chodzi, kopie kamyk i rzuca nim w okno Waleriana)

 

Walerian: Kto tam? Co się dzieje? Ja ci dam łobuzie jeden!

Tom: Tylko nie „łobuzie”. Grzecznie sobie pukam w okno wielmożnego pana.

W: Jeszcze żartuje ancymon jeden. Poczekaj jak cię złapię, to cię za uszy
      wytarmoszę!

T: Tom się uśmiał! A jak się boję! Złap mnie! No złap!

 

(Walerian rzuca butami)

 

W: A masz chuliganie! A masz!

T: Pięknie dziękuję panie purchawko! A niech się pan tak nie nadyma, bo pan
     pękniesz ze złości.

 

(Cofa się w ukłonach i wpada na latarnika)

 

T: Czego?

L: Powiedz no chłopcze, czemuś taki zły? Krzyczysz na wszystkich
     i pomstujesz.

T: Co za różnica? Zawsze na mnie łobuz wołali. I tak nikt dobrego słowa nie
     powie.

L: Jak mają mówić, kiedy ty nic miłego nikomu jeszcze nie powiedziałeś?

T: Czegoś się pan przyczepił jak rzep? A może ja nie umiem inaczej?
     Myśli pan żebym nie chciał?
(Wkłada buty i mówi z ironią)

     Marzę o tym, żeby mówić jak jakiś paniczyk.

L: Uważaj, bo marzenia czasem się spełniają.

T: Ma pan rację panie latarniku. Miło mi było pana spotkać.
     Ojej!
(Łapie się za usta)

L: (Zaskoczony) No widzisz, to nie takie trudne. Okazuje się, że potrafisz.

T: Ale to nie ja. Coś dziwnego dzieje się ze mną.

 

(Wchodzą przekupki)

 

P1: Nikogo nie udało nam się znaleźć do pomocy. Same jakoś poradzimy.
       Dziękujemy panie latarniku za popilnowanie koszy.

T: Proszę poczekać, my bardzo chętnie pomożemy.

 

(Bierze kosz, puszcza panie przodem )

 

T: Panie będą uprzejme...

P2: Ki diabeł? Żarty sobie z nas stroisz?

T: Ani myślę. Czy mógłbym prosić panie latarniku, razem będzie nam łatwiej.

P3: No proszę Tom... Całkiem miły z Ciebie chłopak.

P4: Dzień cudów! Straciłyśmy Walerka, ale mamy pomocnika Toma.

 

(Wchodzi Walerian. Przekupki kłaniają się)

P: Witamy jaśnie wielmożnego pana.

W: Zająłeś moje miejsce Tom. Bierzmy się za ten kosz!

P1: Jakże to? Ubrudzi pan swoje białe rękawiczki.

W: A na co mi białe rękawiczki, kiedy gęby nie ma do kogo otworzyć.
      Ruszajmy, bo nas zmrok zastanie.

 

 

Scena IX

 

Muzyka. Wejście Toma

 

(Idzie Tom, je jabłko i za chwilę woła go Walerian)

Walerian: Hej Chłopcze! Chodź tutaj! Mam ci coś ważnego do powiedzenia.

T: Słucham panie Walerianie.

W: Widzisz chłopcze.... Te buty...

T: A prawda! Mam oddać?

W: Nie są moje. Nie mów nikomu, ale to czarodziejskie trzewiki.
      Ten, kto je założy może spełnić jedno swoje marzenie.

T: Teraz rozumiem.

W: Nam się udało. Chociaż... mało brakowało, a nie wyszłoby mi to na dobre.

T: Gdybym wiedział.... Wymyśliłbym co lepszego....

W: Mądrze wybrałeś. Dobre słowo jest więcej warte niż te szmatki.

T: Zostawię je tutaj panie Walerianie.

(Stawia buty pod latarnią)

 

Scena X

 

(Emilka biega na wokół Adalii)

E: No widzisz! Widzisz! Udało się! Miałam świetny pomysł.
     Buty zdziałały cuda.

A: Nie przeczę... Pomysł był dobry...

E: (Emilka macha butami) Te buciki sprawiły, że ludzie są szczęśliwi!

A: Emilko! To nie tak! Czarodziejskie trzewiki tylko pomogły ludziom
     zrozumieć co jest najważniejsze w życiu.
(Adalia wyjmuje buty z rak Emilki)

A: Każdy człowiek musi sam odnaleźć swoje szczęście.

E: Przecież my im czasem pomagamy...

A: Ale oni o tym nie wiedzą.

E: Acha! (wybiega)

(Adalia wychodzi niosąc buty, zatrzymuje się w pół kroku i po chwili zastanowienia zostawia buty pod latarnią)

 

Muzyka

(Wchodzi latarnik, zapala latarnię, kłania się, wchodzą pozostali aktorzy)

 

                                                         KONIEC

Data modyfikacji strony: 2012-11-02
Ta strona była odwiedzana 495 razy.
© 2005 - 2017 Teatrzyk Promyczek